Nazywam się Adrian Kowalczyk. Jestem administratorem, DevOpsem, sieciowcem i świrem linuksowym, który może pochwalić się wieloletnim doświadczeniem.

Zawodowo przeszedłem długą drogę od budowania sieci światłowodowych, przez spawanie przewodów światłowodowych i budowę pasywnych sieci, aż do administracji systemami w dużej skali. Znam internet nie tylko jako zestaw aplikacji, ale wiem doskonale co dzieje się pod ziemią, w szafce rackowej, jak wygląda tablica routingu, czym jest OSPF i jak zarządzać infrastrukturą w kodzie i palca w AWS. Chmura to nie tylko chwytliwe hasełko albo źródło deszczu.

Open Source to nie jest chwilowe zainteresowanie. To baza, fundament, na którym zbudowałem swoje cyfrowe ja. Linux? Daily od około 2008 roku. Ile czasu minęło? Sam sobie policz, nie będę robił całej roboty za ciebie. W świecie pingwina i otwartego kodu poruszam się swobodnie, nawet, jeśli połowa jest z pamięci, a połowa na czuja, to moje na czuja jest zdecydowanie bardziej konkretne i sprawne, niż połowa rozwiązań dwudniowych specjalistów.

Sieci – nie magia, choć czarujące

Rozumiem, jak działa internet, że to coś więcej, niż strona się nie ładuje albo ładuje się obrazek ze śmiesznym kotem. Rozumiem, dlaczego to nie przewróciło się jeszcze i co zrobić, aby tak pozostało to możliwie najdłużej.

Routing, warstwy modelu OSI, wysoka dostępność, przechowywanie plików to coś więcej niż hasełka z Ważnej Prezentacji Dla Zarządu. To moje narzędzia pracy, nawet, jeśli czasami obetnę sobie tym palec. Albo dłoń. Albo całą rękę…

DevOps, automatyzacja, lenistwo i nowoczesny stack

Moja obecna miłość to:

  • konteneryzacja (Docker, Docker Compose),
  • Infrastructure as Code (Terraform i spółka),
  • automatyzacja wszystkiego, co da się zautomatyzować,
  • reverse proxy i rozsądne zarządzanie ruchem,
  • AWS i częściowo Azure,
  • domeny, certyfikaty, DNS-y i rzeczy, które potrafią zepsuć dzień w 30 sekund.

Jestem certyfikowanym Terraform Associate (HashiCorp).
Ale ważniejsze od certyfikatu jest to, że rozumiem, co robię — i wiem, co się stanie, jeśli zrobię to źle.

Dlaczego tu jestem, co robi ten blog?

Brakuje mi miejsca, w którym ludzie dzielą się wiedzą i wychodzą z nią do innych, którzy chcą, ale nie do końca wiedzą jak.

Jeśli szukasz marketingowego i broszurkowego pierdolenia, idź sobie dalej. Nie odmienię Twojego życia artykułem o dziesięciu powodach dla których zmiana tego configa przyniesie ci szczęście w miłości, ale opisuję technologię, daję narzędzie do ręki i tłumaczę, jak za jego pomocą można coś zrobić. Nie ma bo tak, jest działa to tak, ponieważ…

Klimat?

Niepoważny. Podrabialny. Odtwórczy. Bezczelny. Spotykany wielokrotnie. Ale technologia jest zbyt ciekawa, aby ją stosować poważnie. To nie formularz z urzędu skarbowego, spokojnie.

Będzie trochę kursywą.

Będzie trochę pogrubień

Niskiej jakości dowcip i cytaty w formie sarkastycznego bloczku także się znajdą.

Mogę natomiast potwierdzić, że wiedza nie ucierpi. Znaczy się chyba…

AI?

Nie generuję treści artykułów z AI i nie wrzucam bezmyślnie przeklejek z czata dżi pi ti. AI stosuję, ale to narzędzie, trochę jak kolega z biurka obok – nie zrobi roboty za ciebie (szkoda), ale podpowie i podsunie jakąś myśl. Analiza logów? AI robi to szybciej, o ile wiesz o co pytać. Generowanie kodu? Ostrożnie, to już śmierdzi wysadzoną produkcją w powietrze.

Po co to wszystko?

Lubię dzielić się wiedzą. Uważam, że jestem w stanie stworzyć miejsce, które jest unikalne, choć niszowe, docierające do kilku osób. Technologia powinna być dostępna, nie pozostawać zaczarowanym, magicznym pudełkiem. A że będzie bezczelnie i bez dobrego smaku? To moja strona, moja domena, mój hosting. Nie mów mi jak mam żyć.